poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 1



Rose obudź się. – Usłyszałam delikatny głos mojej mamy.
 - Co? Już jesteśmy Londynie? – Zapytałam leniwie przecierając oczy.
 - Niezupełnie. Przespałaś cały lot, pozbieraj swoje rzeczy, bo znów je zgubisz. – Wskazała palcem na zeszyt i telefon, które leżały rozsypane na fotelu.
Szybko wróciłam je do torebki i zaczęłam się rozglądać. Inni tak jak ja powoli zbierali swoje klamoty, niektórzy czytali, a jeszcze inni rozmawiali zapewne na nudne tematy. Zwróciłam uwagę na chłopaka możliwe w moim wieku, który kurczowo trzymał się swojej torby tak jak by znajdowało się tam Bóg wie, jakie skarby. Jego oczy błędnie krążyły po ludzkich twarzach. Nagle jego wzrok spoczną na mnie, a ja jak oparzona odwróciłam głowę i przywarłam do fotela. Nie musiałam spojrzeć w lustro by uświadomić sobie, ze moje policzki przybrały kolor czerwony.
  Z głośników dobiegł głos mężczyzny informujący o tym, iż za parę minut będziemy lądować oraz prośba o zapięcie pasów bezpieczeństwa. Nie mogę doczekać się by końcu zobaczyć mowy dom i na drugi dzień pójść do szkoły. W jednym momencie moje podekscytowanie minęło, kiedy przez myśl przemkną mi głos Victorii – „A jeśli nie znajdziesz tam przyjaciół?” No właśnie, co wtedy będzie? Moje smutne myśli przerwała mama:
 - No chodź! Chyba nie chcesz tu zostać?
Kiedy my wylądowaliśmy? – Zapytałam siebie w myślach.
 - Nie, nie chcę. – Rzekłam.
 - Dobra to ja pójdę po bagaże, a ty idź na parking i zadzwoń po taksówkę. – Zaproponowała.
 - Ok. – Rzuciłam i poszłam wolnym krokiem na umówione miejsce z mamą.
  Dzień w Londynie był piękny. Zaczęłam wdychać świeże powietrze, które nie było tak czyste jak w Irlandii. Z tylnej kieszeni wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam po pojazd.
~*~
 - Otwieraj te drzwi szybciej. – Zaczęłam szturchać mamę z niecierpliwością.
 - To przestań mnie szturchać, bo nie mogę trafić do dziurki.
 - Dobra. – Przewróciłam oczami.
Kiedy usłyszałam klikniecie w zamku odepchnęłam mamę od drzwi i wparowałam do pomieszczenia.
Dom był duży i przestrzenny, meble były w stylu nowoczesnym. Dominowały kolory pastelowe. Kuchnia niezbyt wielka, ale za to przytulna. Z jej okna podziwiać można ogród.
 - I jak ci się podoba? – Mruknęła rodzicielka rozcierając obolałą rękę, zupełnie niezadowolona z tego, iż ja popchnęłam.
 - Jest świetnie! Lecę na górę! – Krzyknęłam
  Mój pokój był koloru niebieskiego. W rogu stało łóżko wyrzeźbione z drewna, biurko, 2 szafy i komoda. Obok łóżka znajdowała się szafka nocna, a na niej lampka. Na środku pomieszczenia leżał kremowy dywan, który doskonale kontrastował się z całą resztą. Biurko i łóżko były delikatnego brązowego koloru, a cała reszta to barwa kremowa.
 - Rose! Zejdź na dół! – Usłyszałam wołanie mamy.
 - Już idę! – Krzyknęłam.
Zbiegłam po schodach i stanęłam w drzwiach do kuchni.
 - Wynieś swoje walizki na górę i się rozpakuj. Jeśli chcesz to możesz iść ze mną do sklepu. Muszę kupić jedzenie.
 - Nie. Idź sama ja się rozpakuję. – Powiedziałam.
 - Dobrze. – Odpowiedziała z rozczarowaniem.
Nie moja wina, że jestem zmęczona. – Pomyślałam.
Wzięłam swoje rzeczy i zaczęłam taszczyć je po schodach. Nie ukrywam było by mi łatwiej gdybym wzięła po jednej walizce, ale jestem upartym człowiekiem próbuje nowych możliwości.
Mam strasznie dużo ciuchów. – Pomyślałam.
Układając ciuchy w szafie jakoś specjalnie o niczym nie myślałam, jedyne to tylko by równo poskładać odzież. Zupełnie nie potrzebnie. Zapewne na następny dzień i tak tam będzie bałagan.
Kończyłam właśnie składać ostatnią parę spodni, kiedy zadźwięczał mój telefon. Rzuciłam się do niego z ciekawością, kto do mnie napisał. Była to Victoria:

„ I jak w nowym miejscu”

Natychmiast wystukałam odpowiedź na dotykowym ekranie:

„Super poczekaj, aż Ci wszystko opowiem!”

Pisałyśmy chyba ze 2 godziny, kiedy po raz drugi w tym dniu niespodziewanie przeniosłam się do krainy Morfeusza.
 __________________________________________
I jest pierwszy rozdział! 
Przepraszam, że miałam dodać do zaraz po prologu, ale byłam chora. 
Ponieważ, nie wiem czy w wgl to czytacie To NASTĘPNY rozdział będzie jesli pozostawicie po sobie  przynajmniej 3 komentarze.
KOMENTARZ=SZACUNEK DLA AUTORA

poniedziałek, 23 grudnia 2013

ŻYCZENIA

Kochane Directioners, życzę wam miłych, spokojnych świąt. Aby wasze marzenia się spełniały, włącznie te z naszymi idolami! Życzę wam, cudownych prezentów pod choinkę i oczywiście szalonego Sylwestra!

piątek, 20 grudnia 2013

Prolog


     Czujecie ta euforię, kiedy do waszego serca zapuka prawdziwa miłość, a nic innego wtedy się nie liczy. Tak samo było ze mną, zanim zasunęłam zamek walizki, kiedy po raz ostatni przytuliłam mojego chłopaka Kevin’a.
    Dzisiejszy dzień jest zapisany we wszystkich kalendarzach świata. Moja pierwsza przeprowadzka do nowego i ekscytującego miejsca – Londynu. Dla innych może się to wydać głupie, że cieszę się z tego, przecież zostawiam szkołę, przyjaciół, rodzinę…chłopaka. Owszem te przykłady nie wchodzą w grę prócz szkoły. Znam ich od przedszkola. Z Kevine’m praktycznie od piaskownicy. Kiedy mamy w domu nie było ponieważ szkła do pracy zostawałam pod opieką i czujnym okiem babci. Zawsze wtedy chodziłyśmy na lody czekoladowe i na plac zabaw. Przesiadywał tam, ów mały Kevin, który zachłannie kopał dołki w piasku. Za każdym razem kłóciliśmy się o to, że on zabierał mi moje zielone grabki, a ja biłam go po głowie jego niebieska łopatką póki mi ich nie oddał.

    Jestem straszną egoistką, nie poświęciłam im ani jednej nocy by ich opłakać. To właśnie dzisiaj wyjeżdżam ze swojego rodzinnego Mullingar.

 - Mamo! Pospiesz się. Zaraz samolot nam ucieknie. – Zawołałam moją rodzicielkę, która właśnie przez przypadek potrąciła straszą panie.

 - Idę. Idę. – Mruknęła.

    Już za chwilę zostawię za sobą stare życie i rozpocznę nowe. Już za chwilę wsiądę na pokład samolotu, który oderwie mnie od przeżytych 15 lat w Mullingar. Wsiadając czuję pustkę, po raz pierwszy łzy zaczęły mi się cisnąć do oczu. Nie, nie Rose tylko nie teraz – szeptałam do siebie. Usiadłam na pierwszym lepszym miejscu, wyjęłam swój zeszyt z wierszami i zaczęłam pisać…

Kiedy pisze to czuję przyjemne mrowienie na ciele, serce bije coraz szybciej, a kolana uginają się. Talent odziedziczyłam po tacie, zmarł on w wypadku samochodowym. Mimo, że stało się to 3 lata temu dalej zdarza mi się uronić nie jedną łzę. Znów zaczęłam wspominać przeszłość, a moje powieki stawały się coraz cięższe i wpadłam wprost w objęcia Morfeusza. 

___________________________________________
I o to przed wami prolog! Blog jest jeszcze nie zrobiony tak jak trzeba, ale pracuję nad tym.
Bardzo proszę czytajcie, komentujcie, obserwujcie. Blog jest dla mnie bardzo ważny. 
Przepraszam za wszystkie orty. i inty.
Pierwszy rozdział możliwe, że będzie jutro, ale nie jestem pewna.