czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 5



  Przesiedziałam w domu całą sobotę. Nie zrobiłam nic, nawet nie otwarłam swojego plecaka. Moje myśli ciągle uciekały do piątkowego zdarzenia. To jakaś paranoja! Mam na imię Rose, lat szesnaście, pochodzę z Irlandii, a tak dokładnie to z Mullingar. Przeprowadziłam się do Londynu. W moim domu, a dokładniej w moim pokoju na MOIM łóżku leżał człowiek, który przemyca narkotyki. – Powtarzam w kółko, to samo z nadzieją, ze coś się zmieni. Moje życie powinno być zapisane w jakiejś książce pod tytułem „Dramat”, równie dobrze mogłabym prowadzić pamiętnik. Ta, mam nawet przeznaczony do tego zeszyt, a przecież dziś kończę szesnaście lat! Niestety tym roku urodziny świętować będę sama. Jedynie, co mnie pocieszyło w tym dniu to, to, że mama wysłała mi sms’a z przeprosinami, iż nie może zadzwonić. Dzięki mamo wykorzystam ten sam pomysł, kiedy ty będziesz mieć urodziny. Może warto by pisać ten pamiętnik? Serio? Upadłam, aż tak nisko? Nie wiedziałam, że skończone idiotki żalą się do kawałka papieru. Jednym słowem możliwe, że przegram swoje całe życie. – W mojej głowie kłębiły się jakieś głupoty.
  Z namysłem wstałam ze sofy i poszłam na górę odszukać starego zeszytu.
    
    Drogi pamiętniku!
       Gdzieś słyszałam, że pisanie pamiętnika przypomina pisanie listów do bliskiej przyjaciółki, do kogoś zaufanego, kto nigdy nie wyśmieje. Próbuję w to uwierzyć, żeby przekonać samą siebie do zwierzania się na papierze, bo prawdę mówiąc, trochę zabawne wydaje mi się powierzanie historii mojego życia zeszytowi. To dziwne, ale mam ten pamiętnik od dawna, a teraz nagle zdałam sobie sprawę, że skończyłam szesnaście lat! Niektórzy twierdzą, że w tym wieku przechodzi się jeden z najważniejszych etapów w życiu, który na zawsze zapada w pamięć. Chociaż ja nie wiem czy chce to zapamiętać. Kiedy wyjechałam z Irlandii to moje życie zaczęło się walić. Myślałam, ze tu będzie lepiej. Jednak tak nie jest. Boję się wszystkiego, każdego głosu, każdego człowieka spotkanego na drodze. Czemu? Nie wiem, kim on jest. Może życie nie było od początku usłane różami. Kiedy miałam 12 lat, mój tata umarł w wypadku. Zostałam wtedy sama z mamą.

Przeczytałam jeszcze raz to, co napisałam, wyrwałam kartkę, a zeszyt wrzuciłam pod łóżko by go na oczy już nigdy więcej nie oglądać. Wyjęłam kurtkę z szafy i poszłam na dwór. Nie pamiętam ile godzin się plątałam, po mieście, ale w końcu doszłam do jakiegoś opuszczonego miejsca,gdzie domy były zabite dechami. Snułam się w tym miejscu bez celu, postanowiłam już wrócić. Miejsce było okropne, i jeszcze to uczucie, ze ktoś mnie śledził. Intuicja podpowiadała mi abym uciekała, a serce abym odwróciła się za siebie. Pozwoliłam sobie na szybsze tępo. Z minuty na minutę je zwiększałam. Do domu miałam jeszcze dwa kilometry. Nie było szans o jakiejkolwiek ucieczce. Jednak chciałam spróbować. Szanse były marne.
Rzuciłam się szybkim biegiem przed siebie, zwinnie omijając gałęzie, które stanowiły przeszkodę na mojej drodze. On też biegł za mną. Tak, on można to było rozpoznać po krokach, jakie stawiał. Był coraz bliżej mnie. Jednak ja dalej walczyłam. Ból zaczną przeszywać moje ciało, z braku tchu. Niespodziewanie zatrzymałam się, tak, że nie mój oprawca nie zdawał sobie sprawy z takiego obrotu wydarzeń. Niestety nie poszczęściło mi się. Wpadł na mnie przewracając mnie na ziemię. Gwałtowni wstał ze mojego otłuczonego ciała i popatrzył się na mnie z jeszcze większą nienawiścią. Szybko wstałam z ziemi, ukrywając drżenie rąk i nóg. Chłopak ku mojemu zdziwieniu był bardzo młodym człowiekiem. Miał może z 17 lat. Sama nie wiem, czego się miałam się spodziewać. Emeryta? Jego uśmiech był straszliwy. Miał brązowe włosy i niebieskie oczy, które pałały nienawiścią do mnie. Chciałam coś powiedzieć, ale w gardle urosła mi wielka gula, która nie pozwalała mi na jakiekolwiek wydobycie dźwięku.
 - Witaj, Rose. – Uśmiechną się do mnie.
 - Skąd znasz moje imię, czego chcesz ode mnie i kim jesteś? - Pisnęłam
 - Za dużo pytań, za mało czasu. – Odpowiedział tajemniczo. – Jeśli już tak ci zależy na tym, kim jestem to jestem kolegą, Horan’a. Myślę, że wiesz, o kogo mi chodzi.
 - No i co z tego? – Odezwałam się trochę śmielej
 - Jaka ty jesteś trudna! Tak naprawdę nienawidzę Niall’a. Gówniarz myśli sobie, że wszystko mu wolno. A poza tym to za dużo udziela się w swojej pracy. Planuję małą zemstę!
 - Masz na myśli przemycanie narkotyków? – Zapytałam.
 - Ooo, już wiesz, że przemyca kokainę.
 - A, co ja mam z tym wspólnego?
 - Otóż to, że nasz Niall się prawdopodobnie w tobie zakochał, A ja planuję mu odebrać to, co jest dla niego w tej chwili najcenniejsze, czyli TY. – Wtedy złapał mnie za nadgarstki tak mocno, że jego ręce pobielały. Kontynuował dalej.- Oczywiście nie zrobię ci nic złego, jeśli będziesz się wywiązywać z zadań, które ci każę zrobić. Tylko pamiętaj oni słowa Horan’owi, bo inaczej… - Wtedy wyją z kieszeni pistolet i przyłożył mi go do skroni. Następnie puścił moje posiniaczone nadgarstki i odszedł.
_________________________________
Po raz kolejny przepraszam, że długo nie było słychać o jakimkolwiek rozdziale, ale ten tydzień jest do dupy. Ten rozdział mi się kompletnie nie udał i jest strasznie krótki. Obiecuję, że kolejny będzie lepszy! Nie wiem, ale MOŻE jutro dodam kolejny rozdział. Czemu tak szybko? Bo jestem chora i siedzę w domu. To jedyny plus :) Oczywiście dodam go jeśli spełnicie wymagania 7 komentarzy! 
Jeśli chcecie się dowiedzieć coś o tym blogu czyli, jak się potoczą dalsze losy bohaterów to mogę Wam zdradzić te tajemnice, które formują się w mojej głowie, zapraszam do zakładki "Kontakty" i tak jest link na mojego aska. Mam też dobrą wiadomość zdecydowałam się na czas! Jak sami (możliwe) zauważyliście jest to czas przeszły. Dla tych, którzy nie kumają: Jeśli jest coś  napisane w czasie teraźniejszym i jest coś po myślniku to znaczy, ze ta osoba myśli o tym! Np: Ta, mam nawet przeznaczony do tego zeszyt, a przecież dziś kończę szesnaście lat! Niestety tym roku urodziny świętować będę sama. Jedynie, co mnie pocieszyło w tym dniu to, to, że mama wysłała mi sms’a z przeprosinami, iż nie może zadzwonić.[..] - W mojej głowie kłębiły się jakieś głupoty" Dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem. Chciała bym wiedzieć ile mam czytelników, więc bardzo bym prosiła, aby WSZYSCY, którzy to przeczytali to proszę skomentujcie. Komentując rozdziały macie szanse na szybszy kolejny post z dalszymi losami Rose.
KOMENTARZ = SZACUNEK DLA AUTORA
7 KOMENTARZY = NASTĘPNY ROZDZIAŁ

9 komentarzy:

  1. Jakie napięcie!!! Hah, chcę więcej!!! ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo się dzieje w tym blogu. Niezmiennie gratuluję na niego pomysłu... ja na pewno bym na niego nie wpadła ;pp
    I akcja z tym 'kolegą' Nialla. Po prostu brak mi słów, aby wyrazić jak bardzo mi się to spodobało (:
    Życzę weny i tym razem również zdrowia ;3
    Pozdrawiam xx
    PS. Zapraszan do siebie na:
    1. life-without-you-x.blogspot.com
    2. pain-zaynmalik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem Ci tyle..
    Ten blog jest chyba najlepszym jaki czytałam i mam gdzieś,że to dopiero początek opowiadań. Czuję ,że to będzie jeden z najlepszych <33.
    Zapraszam do mnie ale już byłaś, niedługo pojawi się nast.rozdział
    forget-of-my-life.blogspot.com :) <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten blog jest wspaniały dawać szybko te 7 kom. bo jestem ciekawa co będzie dalej !!! <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ślicznie :* Cud, Miód, Malina :* <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Super blog, trafiłam przypadkiem i pochwalam!
    Super pomysł z tymi narkotykami i wgl...
    fajny obrót spraw .
    czekam nn!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zajebiste, jak zwykle ','
    Zazdroszczę talentu do pisania !:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Podoba mi się ta złość w chłopakach :D
    Życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń